Ambasada Innowacji Korporacyjnych
Dokumentacja

4 błędy przy cyfryzacji archiwum papierowego

Autor Elżbieta Nowak, Archiwistka cyfrowa·22 października 2024·7 min czytania

Większość firm w Poznaniu trzyma w szafach za dużo papieru, który nikomu nie jest potrzebny. W marcu tego roku pomagaliśmy firmie z Jeżyc, która miała 164 stare segregatory i chciała skanować każdą kartkę. To prosta droga do utopienia pieniędzy, dlatego warto zacząć od segregacji, a nie od włączania skanera.

Skanowanie wszystkiego bez selekcji

Największym błędem jest wrzucanie na skaner każdego dokumentu, jaki wpadnie w ręce. W Ambasadzie Innowacji Korporacyjnych widzimy to bardzo często. Ludzie myślą, że jak coś jest w komputerze, to nagle stanie się użyteczne. Prawda jest taka, że skanowanie faktur z 2013 roku, których termin przedawnienia dawno minął, to czysta strata prądu i czasu pracownika. W jednym przypadku, nad którym pracowaliśmy w czerwcu, odrzucenie zbędnych papierów pozwoliło zmniejszyć bazę plików o 63% jeszcze przed startem prac.

Zamiast brać wszystko jak leci, trzeba podzielić dokumenty na trzy kupki: te, które muszą zostać w papierze ze względów prawnych, te, które warto mieć w chmurze, i te, które powinny trafić do niszczarki. Szanujemy stare zasady, więc wiemy, że niektóre umowy muszą mieć fizyczny podpis i pieczątkę w szafie pancernej. Cyfryzacja archiwum to nie jest czyszczenie magazynu do zera, tylko mądre wybieranie tego, co ułatwi codzienną pracę w biurze przy ulicy Półwiejskiej czy w dowolnym innym miejscu.

Często spotykamy się z oporem, bo pracownicy boją się wyrzucać papiery. Wtedy stosujemy naszą metodę małych kroków. Wybieramy jeden dział, na przykład kadry, i sprawdzamy 47 ostatnich teczek osobowych. Okazuje się wtedy, że połowa zawartości to nieaktualne zaświadczenia, których nikt nie widział od 9 lat. Usunięcie ich zajmuje chwilę, a miejsce na serwerze i w głowie zostaje uratowane. Technologia po ludzku to przede wszystkim porządek w danych, a nie ich bezmyślne kopiowanie do formatu PDF.

Skanowanie faktur z 2013 roku to tylko marnowanie prądu i czasu, bo nikt ich nigdy nie otworzy.

Brak jednolitego systemu nazywania plików

Drugi błąd to nazywanie plików w sposób przypadkowy, jak 'skan_01.pdf' albo 'dokument_nowy.jpg'. Elżbieta, nasza archiwistka, widziała kiedyś folder z 830 takimi plikami. Znalezienie tam czegokolwiek graniczyło z cudem. W Ambasadzie Innowacji Korporacyjnych uczymy, że nazwa pliku to najważniejsza informacja. Powinna zawierać datę, NIP kontrahenta i krótki opis, na przykład '2024-05-12_NIP_faktura_serwis'. Dzięki temu wyszukiwarka w komputerze działa błyskawicznie i nie trzeba otwierać każdego dokumentu po kolei.

Wdrażanie technologii bez psuciu tego, co działa, oznacza tutaj wykorzystanie nawyków, które ludzie już mają. Jeśli w biurze segregatory były opisane latami, to foldery w chmurze też powinny tak wyglądać. Ale wewnątrz nich musi panować dyscyplina. W październiku 2024 roku robiliśmy audyt w małej hurtowni i okazało się, że pani z księgowości traci 3.2 godziny tygodniowo tylko na szukanie źle opisanych umów najmu. Po wprowadzeniu prostego schematu nazewnictwa ten czas spadł do 15 minut.

Nazywanie plików to też bezpieczeństwo. Kiedy plik ma jasną nazwę, trudniej go omyłkowo wysłać do kogoś, kto nie powinien go widzieć. Warto poświęcić 2 minuty więcej na opisanie skanu, niż potem spędzić 2 godziny na naprawianiu błędu. Dyplomacja procesowa polega na tym, by każda osoba w zespole zrozumiała, że ta kropka i data w nazwie mają znaczenie dla spokoju całej firmy. Bez tego cyfrowe archiwum stanie się po prostu wielkim wysypiskiem śmieci, tyle że ukrytym na twardym dysku.

Brak jednolitego systemu nazywania plików

Ignorowanie kwestii RODO i retencji danych

Wiele osób zapomina, że cyfryzacja to nie tylko technika, ale i prawo. Przetrzymywanie skanów dowodów osobistych czy starych umów zlecenie z danymi prywatnymi bez wyraźnego celu to proszenie się o kłopoty z urzędem. W marcu 2024 roku jeden z naszych klientów miał na serwerze 412 plików z danymi kandydatów do pracy sprzed 7 lat. To błąd, który może drogo kosztować. Naszym zadaniem jest upewnienie się, że technologia służy firmie, a nie sprowadza na nią kary finansowe.

Zasada jest prosta: jeśli coś skanujesz, musisz wiedzieć, jak długo masz prawo to przechowywać. Archiwum papierowe w szafie łatwiej kontrolować, bo widać, ile miejsca zajmuje. W komputerze pliki leżą latami i nikt o nich nie pamięta. Dlatego przy każdym wdrożeniu ustawiamy automatyczne przypomnienia o usuwaniu zbędnych danych. To nie jest żadne czary-mary, tylko zwykłe dbanie o higienę cyfrową. Szanujemy stare zasady prawne, bo one chronią właściciela biznesu przed niepotrzebnym stresem.

Podczas pracy w biurze w Poznaniu często słyszymy, że 'dysk jest tani, więc niech leży'. To błąd. Im więcej niepotrzebnych danych, tym trudniej o bezpieczeństwo. Każdy wyciek danych to tragedia dla reputacji firmy. W Ambasadzie Innowacji Korporacyjnych pokazujemy, jak posegregować dokumenty tak, by te wrażliwe były pod specjalnym nadzorem, a te niepotrzebne znikały na zawsze po 5 czy 10 latach. To pozwala spać spokojnie i skupić się na zarabianiu pieniędzy, a nie na pilnowaniu wirtualnych szaf.

Przetrzymywanie starych skanów bez celu to proszenie się o kłopoty. Lepiej skasować 100 zbędnych plików niż płacić jedną karę.

Inwestowanie w drogi sprzęt bez przygotowania ludzi

Ostatni błąd to kupowanie kombajnów do skanowania za 8700 zł, gdy zespół nie wie, jak obsługiwać zwykłą chmurę. Widzieliśmy to u jednego klienta, gdzie drogi skaner stał i kurzył się przez 4 miesiące, bo menu było po angielsku, a instrukcja miała 120 stron. W Ambasadzie stawiamy na rozwiązania, które ludzie polubią. Czasem wystarczy prosty skaner biurkowy i przeszkolenie 3 kluczowych osób, które pokażą reszcie, jak to działa. Technologia po ludzku musi być prosta w obsłudze od pierwszego dnia.

Zanim wydasz złotówkę na sprzęt, sprawdź, czy Twoi pracownicy wiedzą, po co to robicie. Jeśli archiwizacja będzie dla nich tylko kolejnym nudnym obowiązkiem, to nikt nie będzie tego robił rzetelnie. W jednej firmie budowlanej wdrożyliśmy system, gdzie pracownicy na budowie robią zdjęcia dokumentów telefonem i wysyłają je od razu do odpowiedniego folderu. To proste, tanie i działa lepiej niż jakikolwiek drogi czytnik stacjonarny. Dyplomacja procesowa to szukanie najkrótszej drogi do celu.

Podsumowując, cyfryzacja to nie jest zakup gadżetów. To zmiana tego, jak papier krąży po firmie. Jeśli unikniesz tych 4 błędów, zaoszczędzisz około 14 godzin i 20 minut pracy w skali każdego tygodnia. To czas, który można przeznaczyć na rozmowy z klientami albo po prostu na wyjście z biura o czasie. Jeśli chcesz zacząć, ale nie wiesz od którego regału, przygotowaliśmy prosty plan działania, który nie wywróci Twojej firmy do góry nogami.

Inwestowanie w drogi sprzęt bez przygotowania ludzi